Artykuły

WYWIADY - KULTURA

2008/04/20

Zbiorowa hipnoza

Rozmowa z Etgarem Keretem, izraelskim pisarzem i filmowcem

Tygodnik Wprost , 17/2009 (1322)

 Marta Sawicka-Danielak

„Wprost": Pana film „Meduzy” dostał Złotą Kamerę w Cannes, święcił triumfy w izraelskich kinach. A mało brakowało, by w ogóle nie powstał.
 

Etgar Keret: Dwóch znanych izraelskich reżyserów odrzuciło scenariusz, bo był zbyt „dziwny". Pieniądze dostaliśmy głównie z Francji. To nie jest film wpisujący się w tradycje izraelskiej kinematografii, bo nie dotyka problemów konfliktu z Palestyną, sprawy kibuców czy Holocaustu. Nie ma też odniesień politycznych. Jest uniwersalny i abstrakcyjny. Scenariusz przypomina bajkę. A kino izraelskie z założenia jest hiperrealistyczne.
 
– Tę realistyczną bajkę stworzył pan razem z żoną Shirą Geffen. Są tam autobiograficzne akcenty?
 

– Nasze wspomnienia budują atmosferę filmu. Nie ma klucza autobiograficznego, choć jest ulica, na której się poznaliśmy, jest nasza plaża. Mój ojciec, który w czasach mojego dzieciństwa był sprzedawcą w kiosku na plaży, zagrał na tej samej plaży sprzedawcę lodów. Ojciec bohaterki jest podobny do ojca Shiry, ale on jest złym aktorem, więc zatrudniliśmy jego kuzyna. Ale chcieliśmy pokazać nasz Tel Awiw bardziej jako stan umysłu niż miejsce na ziemi.
 
– Dlaczego tak ważną rolę gra w pana filmie woda?
 

– Są filmy jak sztormy, inne są jak las, a nasz jest jak woda. Woda jest symbolem Tel Awiwu, tu nie widać granicy między morzem a miastem. Woda w filmie pojawia się jak głosy z podświadomości. Plaża jest miejscem, gdzie bohaterowie szukają siebie. Łódź za każdym razem symbolizuje co innego, ale generalnie chcieliśmy uzyskać taki efekt, jakbyśmy widza trzymali na łodzi. Nic nie jest stabilnie. Sceny niespodziewanie przechodzą z jednego gatunku w drugi, z dramatu w farsę, z banału w poezję. Zażenowany widz łapie się na tym, że śmieje się podczas sceny, kiedy powinien płakać.
 

– Przypisuje pan jakieś symboliczne znaczenie temu, że dzień po zakończeniu zdjęć urodziło się wasze dziecko?
 

– Ostatniego dnia na planie Shira wylądowała w szpitalu, a dziecko urodziło się jako wcześniak. To niesamowite i symboliczne – urodził się film i przyszło na świat nasze dziecko. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak zgodni jak podczas pracy przy filmie. Shira jest dramaturgiem i poetą i jej scenariusz przypominał poezję. Moim zadaniem jako reżysera i autora fikcji było to ukonkretnić. Ona wniosła atmosferę i poetycką stronę filmu, ja sztukę opowiadania historii. Są tam też nasze wspólne inspiracje – filmy Akiego Kaurismäki, braci Coehn, obrazy René Magritte’a.
 

– Skąd się wzięły tytułowe meduzy?
 

– Bohaterowie są jak tytułowe meduzy: prąd zabiera ich w dowolnym, nieznanym im kierunku. W końcu Batia z meduzy staje się osobą – wstaje i idzie w przeciwnym kierunku. Ale to nie są oddzielne historie poszczególnych postaci. Historia młodej pary to historia mózgu, opowieść o Batii to opowieść o duszy, a historia matki, córki i Filipinki to są kiszki. To jeden multiorganizm, trzy historie o jednym stanie emocjonalnym.
 

– Czy w symboliczny sposób jest to film o polsko-żydowskich relacjach?
 

– To prawda. Nie możemy zaprzeczyć naszym silnym historycznym związkom, dobrym i złym. Nasze relacje są jak tradycyjny motyw z love story: najwięcej agresji jest między tymi, którzy są najbliżej siebie i najbardziej się kochają. Taka jest nasza polsko-żydowska relacja, pełna złości i czułości.
 

– Jak przełamać to połączenie miłości z nienawiścią?
 

– Największym wrogiem polsko-izraelskich stosunków jest ignorancja. Większość Izraelczyków nie zna historii naszej koegzystencji. Znają na pamięć liczbę obozów koncentracyjnych, a nie potrafią wymienić jednego żydowskiego poety z Polski. Wspomaga to system wychowania i szkolnictwo. Uczymy się o tym, jak umierali Żydzi, ale nie uczymy się, jak żyli. Jestem tym zdumiony, bo to działa jak zbiorowa hipnoza. Z kolei ignorancja Polaków to ignorancja z wyboru. Nie chcą znać lub pamiętać pewnych plam na swojej historii i win przeciwko Żydom. Obie strony muszą odrobić lekcję historii.
 

– Choć to Polska jest uważana za kraj antysemicki, o wiele więcej przejawów antysemityzmu można spotkać na przykład we Francji.
 

– To, co dzieje się we Francji, dotyczy muzułmanów, a nie chrześcijan urodzonych we Francji. Moja matka przeżyła warszawskie getto, na jej oczach zamordowano rodzinę. Oboje rodzice przeżyli Holocaust i oboje wolą tu wracać ze względu na wspomnienia. Ja uwielbiam przyjeżdżać o Polski. Ale jest rzecz, która mi przeszkadza. To ignorowanie przez Polaków faktu, że brali aktywny udział w zagładzie Żydów. Polacy lubią myśleć o sobie jako o narodzie, który chronił mniejszość żydowską, ale nieszczęśliwie sami byli ofiarami okupanta i nic nie mogli zrobić. Nie można się skupiać na bohaterach, którzy pomagali, a ignorować morderców. Polska miała do zdania dużo trudniejszy egzamin niż inne kraje, ale to nie znaczy, że do końca go zdała. Nie mówię tu o stosunku do tego problemu młodego pokolenia.
 
– Z tymi młodymi pan się dogaduje?
 

– Najwięcej młodych, wspaniałych, inteligentnych Polaków spotkałem poza Polską – w Anglii, Irlandii, USA. To coś mówi o tym społeczeństwie, administracji i rządzie, o możliwościach, jakie stwarza. Z tego, co słyszałem, Polska jest krajem, w którym jest najwięcej rasistowskich zachowań wobec ludzi, którzy są inni, i nie chodzi tylko o Żydów. Oczywiście, gdy przyjeżdżam do Warszawy, to obracam się w kręgach wolnych od uprzedzeń intelektualistów. Nie jest to jednak reprezentatywna grupa. To kraj, gdzie religijna stacja radiowa ma władzę nad społeczeństwem. Nie twierdzę, że Kościół ponosi winę. Wina leży w złej interpretacji religii. Wiem jednak, że społeczeństwo izraelskie jest równie pełne uprzedzeń. Myślę, że w tym jesteśmy podobni.
 

– Czy także w pewnej skłonności do kolektywizmu?
 

– Nasz film mówi o tym, co się dzieje z ludźmi, kiedy w państwie znika konserwowany przez lata porządek, kiedy system, do którego się przyzwyczailiśmy, przestaje funkcjonować, a ideologie się rozmywają. W obu naszych społeczeństwach socjalistyczna idea wspólnoty została w sercach ludzi, którzy teraz nie potrafią się odnaleźć w nowych warunkach. Oba społeczeństwa są na podobnym etapie – przekreśliliśmy coś, ale nie znaleźliśmy jeszcze niczego dobrego, czym można zastąpić stary porządek i ideę wspólnoty. Dryfujemy samotnie jak meduzy, jesteśmy niedookreśleni, czekamy na coś.
 

– Izraelczycy nie pomagają w dialogu z Polakami, organizując dla młodzieży szkolnej wycieczki do Polski śladami Holocaustu, a omijając inne fragmenty naszej rzeczywistości.
 

– To jest element naszej tożsamości: najpierw jedziemy do Polski oglądać obozy, a po przyjeździe idziemy do armii. Przez te wyjazdy Polska jest dla Izraelczyków krajem zamkniętym w przeszłości. Kiedyś napisałem skecz dla telewizji o firmach, które specjalizują się w wycieczkach tego typu i których agenci zachęcają ludzi hasłami typu: „cztery obozy w pięć dni tylko za 500 dolarów". Te wszystkie wyjazdy są bardzo schematyczne – nie ma miast, kultury, ludzi. Jest tylko liczba obozów. To wyrządza wielkie szkody wspólnemu dialogowi. Dlatego wszelkie wspólne projekty kulturalne są zbawienne.
 

– Kilka dni temu w izraelskiej telewizji satyryk Lior Szlain, dowiedziawszy się o inauguracji Roku Polskiego w Izraelu, kpił, że coś takiego jak polska kultura nie istnieje.
 

– To bardzo głupie. Można powiedzieć wiele rzeczy o Polsce, ale nie to. Mamy stereotypowe kawały o polskim antysemityzmie, o Polkach, ale nigdy nie słyszałem, by ktoś podejrzewał Polskę o brak kultury. To jest jedno z ostatnich społeczeństw, jakie znam, które szanuje sztukę i kulturę w taki sposób, o jakim dawno zapomniała zachodnia Europa i USA. W rozmowach z Polakami jest ten rodzaj głębi i refleksji, której nie znajduję w rozmowach z ludźmi we Włoszech czy w USA. To kraj Szymborskiej, Miłosza, Kieślowskiego, Polańskiego.
 

– Ale to postacie XX wieku. Współcześni się nie liczą?
 

– Ma pani racje. Znam Hłaskę, ale nie znam ani jednej książki napisanej teraz. Tak samo jest z filmami. Może to wina dystrybutorów i wydawców?
 

– A może po prostu nic współczesnego nie zasługuje na uwagę?
 

– To może być prawda. I to potwierdza diagnozę, że jesteśmy na etapie poszukiwań i formowania się nowego społeczeństwa. Izraelskie filmy, które da się oglądać, powstały dopiero kilka lat temu. 

Najnowsze na Instagramie

Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak
Marta Sawicka-Danielak

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych zgodnie z Polityką prywatności. Jeśli nie wyrażasz zgody, prosimy o wyłącznie cookies w przeglądarce. Więcej →

Zmiany w Polityce Prywatności


Zgodnie z wymogami prawnymi nałożonymi przez Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE, w niniejszym Serwisie obowiązuje nowa Polityka prywatności, w której znajdują się wszystkie informacje dotyczące zbierania, przetwarzania i ochrony danych osobowych użytkowników tego Serwisu.

Przypominamy ponadto, że dla prawidłowego działania serwisu używamy informacji zapisanych w plikach cookies. W ustawieniach przeglądarki internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies.

Jeśli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie cookies w niniejszym Serwisie, prosimy o zmianę ustawień w przeglądarce lub opuszczenie Serwisu.

Polityka prywatności